Section 10 1 Defamation Libel And Other Nasty Stuff

Pomówienia, zniesławienia i cała reszta

I'm fairly sure I've been personally libeled. That is, people have written plenty of unflattering things about me, the kinds of things that I would never, ever write about someone else without some extraordinarily credible sources. I haven't sued anybody, though. And after almost 25 years in journalism no one has sued me, either. I may be wrong in my opinions or my interpretation of facts, but I try hard not to get basic stuff wrong, and when I learn I've made a mistake, I correct it.

Jestem naprawdę pewien, że zostałem osobiście zniesławiony. Ludzie piszą masę niepochlebnych opinii na mój temat, obejmują one stwierdzenia, których nigdy nie ośmieliłbym się napisać o kimś, bez potwierdzenia ze strony nadzwyczajnie wiarygodnych źródeł. Mimo tego nikogo nie pozwałem. I po prawie 25 latach działania w dziennikarstwie, nikt także mnie nie pozwał. Mogę się mylić w moich opiniach czy interpretacjach faktów, ale bardzo się staram, aby nie robić podstawowych błędów, a kiedy zauważę, że zrobiłem coś źle, staram się to poprawić. [LR]

Online journalists are no less required to follow the law than anyone else. A blogger who commits libel may have to face the consequences. [267]

Od dziennikarzy internetowych wcale nie wymaga się mniej przestrzegania prawa niż od kogokolwiek innego. Blogger, który dopuści się zniesławienia, musi liczyć się z konsekwencjami[267]. [LR]

There has been at least one defamation suit filed against a prominent online journalist. In 1997, Internet gossip maven Matt Drudge quoted unnamed sources who claimed that Democratic operative, author, and former Clinton White House aide Sidney Blumenthal had committed spousal abuse. Drudge's posting was false, and he corrected it in fairly short order. But Blumenthal sued him for defamation of character. In 2001, the case was settled. According to various press accounts, Blumenthal paid some $2,500 in travel expenses for a Drudge lawyer. In effect, Drudge prevailed, or at least didn't lose.

Odbył się co najmniej jeden proces o zniesławienie przeciwko znacznemu dziennikarzowi internetowemu. W 1997 r. internetowy ekspert ds. wyszukiwania plotek Matt Drudge cytująca anonimowe źródła, stwierdził, iż działacz Partii Demokratycznej, pisarz i były doradca Clintona w Białym Sidney Blumenthal dopuścili się zdrady małżeńskiej. Informacja Drudge'a była błędna, i poprawił ją dość szybko. Ale Blumenthal pozwał go za zniesławienie W 2001 r., sprawa została rozstrzygnięta. Odwołując się do różnych danych prasowych, Blumenthal zapłacił jakieś 2'500 dolarów za koszty podróży prawnika wynajętego przez Drudge'a. W rezultacie, Drudge zwyciężył lub co przynajmniej nie przegrał. [LR]

As noted in Chapter 9, I don't care for his style or willingness to publish rumors so readily, but I'm troubled by the fact that he was sued in the first place. After all, he did quickly retract the story and said of his source(s), "I think I've been had." Blumenthal's lawsuit may have been understandable—the charge was disgusting and could have been a disaster for his career—but anyone who cared to know learned quickly that the story was bogus. He also didn't count on conservative political groups offering to defend Drudge, thereby running up expenses on a case that was not going to be easy to win in any event, given the fast retraction and removal of the offending words from the Drudge Report site. In the end, however offensive Drudge's original posting may have been, the case advanced journalistic freedom. [268]

Jak wspomniałem w Rodziale 9, nie obchodzi mnie styl stosowany przez Matta Drudge'a ani jego gotowość do publikowania każdej plotki, ale niepokoi mnie to że został pozwany. W końcu bardzo szybko wycofał się z „pchania” tego tematu i przyznał „Zostałem wrobiony przez moje źródła”. Pozew Blumenthala jest zrozumiały - oskarżenie było obrzydliwe i mogło zniszczyć jego karierę, ale każdy komu mogło zależeć na wiedzy o tej sprawie szybko przekonywał się że te informację są fałszywe. Co więcej, Blumenthal nie mógł liczyć na konserwatywne grupy które zaoferowały swoją pomoc Drudg'eowi , a przez co rosły jego własne wydatki w sprawie która nie zapowiadała się się na łatwą do wygrania, biorąc pod uwagę szybkie wycofanie negatywnego tekstu o nim na Drudge Report. W końcu jednak, niezależnie od oszczerczego charakteru wspomnianego tekstu, sprawa ta poszerzyła granice dziennikarskiej wolności[268]. [ten i następne fragmenty tłumaczenie WH ]

One of Brock Meeks's attorneys in his libel case was David L. Marburger. Marburger has been practicing First Amendment law in Ohio for more than 20 years. Though he doesn't claim to be an expert about Internet law, he offered some advice that applies to all kinds of journalists, including cyber-reporters.

Jednym z obrońców Brocka Meeka w jego sprawie o zniesławienie był David L.Marburger, prawnik z Ohio zajmujący się sprawami związanymi z Pierwszą Poprawką od ponad 20 lat. I chociaż sam nie twierdzi że jest ekspertem w zakresie prawa internetowego, zaoferował kilka rad przydatnych dla każdego dziennikarza, w tym i cyber-reportera.

First, he told me, anyone who writes regularly on the Net about other people or institutions should try to be insured against libel. "If it's affordable and you can get it," he said, "you need insurance." Second, writers "should keep in mind who most often sues: people whose livelihoods depend on the goodwill of the public, who depend on reputation." In this category, he said, are lawyers, doctors, and government officials, along with companies.

Na początek, stwierdził Marburger, każdy kto regularnie pisze w Internecie o ludziach albo o instytucjach powinien się ubezpieczyć na wypadek bycia pozwanym o zniesławienie(%PRZYPIS: Tego typu ubezpieczenie pokrywa zwykle koszty postępowania sądowego, prawnika oraz ewentualnej kary pieniężnej wymierzonej przez sąd. W Polsce takie ubezpieczenie jest bardzo mało znane i rzadko oferowane - przyp. tłumacza %) „Jeśli istnieją odpowiednie warunki i ubezpieczenie nie kosztuje dużo to powinno zostać wykupione” Po drugie, autorzy powinni „mieć na uwadze ludzi którzy najczęściej kierują sprawy na drogę sądową: są to ludzie dla których jakość życia zawodowe zależy od reputacji i zaufania społecznego”. W tej kategorii, dodaje Marburger, znajdują się lekarze, prawnicy, urzędnicy oraz firmy.

Marburger raised a common issue in one of his cautionary remarks: writers who work without editors—most bloggers, for example—typically "don't have that second and third set of eyes to look at stuff. The risk is going to be higher. You're less likely to critically analyze your own work than an editor would be."

Margurger stwierdził także w swoich ostrzeżeniach często podnoszony argument: autorzy którzy pracują bez zaplecza redakcyjnego - na przykład większość blogerów - zwykle „nie mają luksusu polegającego na tym że na ich prace patrzą inni. Ryzyko jest w ten sposób znacznie większe. Jesteś przecież mniej skłonny do krytycznej analizy swojej własnej pracy niż Twój redaktor”

Publishing on the Web appears to have had its advantages in this regard. After all, when your readers can let you know you've made an error, you can fix it quickly and stop the mistake from being widely disseminated. But as Marburger noted, "Sometimes your reader can be your plaintiff, too."

Publikowanie w Internecie ma na pierwszy rzut oka zalety pod tym względem. W końcu, gdy autor popełnia błąd, czytelnicy mogą go o tym poinformować i przez to ten błąd może szybko zostać poprawiony, zanim zostanie przekazany dalej. Ale jak zauważa Marburger „Twoi czytelnicy także mogą być Twoimi powodami”

Glenn Reynolds is both the prolific blogger Instapundit and a teacher of Internet law in Tennessee. He's somewhat more sanguine about the prospects for bloggers, at least for most of them, because blogging tends to be more about opinion than reporting.

Glenn Reynolds jest zarówno wykładowcą prawa internetowego w Tennessee jak i płodnym blogerem o pseudonimie Instapundit. Jest nieco większym optymistą jeśli chodzi o swoją i swoich kolegów oraz koleżanek, gdyż dla większości z nich blogowanie polega nie na pisaniu reportaży, ale raczej komentarzy i opinii.

"Most of what bloggers do is punditry," he said. "It's hard to libel via punditry. Most blogs involve linking to someone else's work and then commenting on it."

„Blogerzy w większości przypadków uprawiają publicystykę” powiedział Reynolds „Trudno kogoś zniesławić przez publicystykę. Zwykle takie blogowanie wygląda w następujący sposób: bloger dostarcza linki do czegoś w Internecie a później wyraża swoją opinię na temat treści podanej w linkowanym miejscu”

What's more, well-known bloggers tend to write about "public figures," people who must meet a much higher standard to prove libel. You can't libel a public figure, even if the story is false, unless you publish it with what's called "malice," which in this instance means either the standard definition of the word or indifference to whether the story is true or not.

Co więcej, znani blogerzy piszą zwykle o „osobach publicznych”, czyli o ludziach wobec których stosuje się inny standard w przypadku oceny czy doszło do zniesławienia. Nie można zniesławić osobę publiczną, nawet jeśli opublikowane informacje na jej temat okazały się nieprawdziwe, chyba że zostały opublikowane z tzw. „złą wiarą”. W tym przypadku zła wiara oznacza albo to co zwykle rozumiemy przez ten zwrot, albo obojętność autora tekstu wobec tego czy podane przez niego informacje są prawdziwe czy nie.

In any event, most bloggers probably don't have enough money to make it worthwhile to sue, assuming, of course, that winning monetary damages is the plaintiff's goal. However, if the goal is to shut someone up, just the threat of a lawsuit can do the trick because the cost of defense can be huge.

W większości przypadków blogerzy nie mają też wystarczającej sumy pieniędzy by sprawić żeby warto było ich pozywać do sądu, zakładając że otrzymanie znacznej sumy pieniędzy jest celem powoda. Jeśli jednak celem jest tylko uciszenie kogoś, sama groźba procesu może wystarczyć ponieważ koszty obrony (wynajęcia prawnika itd) są zwykle olbrzymie.

That's why Reynolds called himself "an insurance agent's dream"—that is, adequately insured for any trouble. "The real reason is not for fear of libeling someone," said the lawyer who is well aware of how not to defame others. "It is to guard against having someone sue me into bankruptcy out of spite or to shut me up."

I to dlatego Reynolds nazywa siebie „marzeniem każdego agenta ubezpieczeniowego” - marzeniem ponieważ jest on adekwatnie ubezpieczony na wypadek kłopotów. „Prawdziwą przyczyną dla której jestem ubezpieczony nie jest strach że kogoś zniesławię” powiedział prawnik który wie jak unikać pomówień „Jest nią konieczność obrony przed kimś kto może mnie pozwać i puścić z torbami tylko dlatego że tak chce albo dlatego że chce mnie uciszyć”

Even if a blogger can libel someone else with her own comments, a blog owner is probably not liable for what someone else writes in the comments, according to Jack M. Balkin, Knight Professor of Constitutional Law and the First Amendment and director of the Information Society Project at Yale Law School. On his Balkinization weblog, [269] commenting on an appeals court ruling, he wrote that the 1996 Telecom Act "protects people who run web sites from being sued for republishing the libels of another person."

Nawet jeśli bloger może zniesławić kogoś komentując, nie jest odpowiedzialny za to co ktoś napisze w sekcji komentarzy na swoim blogu. Tak przynajmniej twierdzi Jack M.Balkin, konstytucjonalista i szef Information Society Project w szkole prawa uniwersytetu Yale. Na swoim blogu Balkinization [269] wyrażając swoją opinię na temat pewnego orzeczenia sądu apelacyjnego, napisał że Telecom Act z 1996 „chroni ludzi którzy są właścicielami stron internetowych w sytuacji gdy re-publikują zniesławiające wypowiedzi innych”.

"This does not mean that bloggers are immune from libels they themselves write," Balkin continued. "It means that they are immune from (for example) libels published in their comments section (if they have one) because these comments are written by other people and the blogger is merely providing a space for them to be published. Congress wanted to treat operators of chatrooms and other interactive computer services differently from letters to the editor columns in a local newspaper." [270]

„To nie oznacza że blogerze są uodpornieni na prawne konsekwencje tego co sami napiszą” kontynuował Balkin „To oznacza że są - na przykład - odporni na pozwy o zniesławienie, w sytuacji gdy to zniesławienie nastąpiło w komentarzach na blogu którego są twórcami (jeśli możliwość komentowania istnieje). Dzieje się tak gdyż osoba która jest właścicielem bloga tylko dostarcza przestrzeni gdzie komentarz może być napisany. Kongres chciał traktować operatorów chat-roomów i innych interaktywnych usług sieciowych inaczej niż właścicieli gazet w których umieszczane są sekcje z listami od czytelników”[270]

So far, bloggers may have avoided the legal chopping block, though threats against bloggers abound. Commenters on Internet forums have had more trouble. In particular, some companies have been especially assertive in financial forums, demanding from Internet service providers the identities of people who have made allegedly defamatory postings.

Chociaż jak do tej pory blogerzy uniknęli prawnej gilotyny, co nie zmienia faktu bardzo wiele gróźb pod ich adresem. Osoby pisujące na forach internetowych miały więcej kłopotów. W szczególności niektóre firmy były szczególnie asertywne na forach dotyczących finansów, domagając się od dostawców usług internetowych (ISP) danych personalnych ludzi którzy napisali posty pełne rzekomo szkalującej i oszczerczej treści.

Policies on how to deal with such requests vary among Internet service providers. Some will turn over subscribers' personal information without telling the customer. More honorable ones won't; they'll tell the subscriber in order to give him time to challenge a subpoena. In some cases, these "John Doe" subpoenas are granted, especially when the posting is libelous on its face

Firmy mają różne sposoby radzenia sobie z tego typu sytuacjami. Niektóre z nich dostarczają dane klientów bez powiadamiania ich, inne są bardziej honorowe, informując o prośbie ze strony sądu, dając swoim klientom czas na przygotowanie obrony. W niektórych przypadkach, wezwanie do sądu w przypadku anonimowych postów jest stosowane, zwłaszcza gdy post w wyraźny sposób ma charakter pomówienia.

But civil-liberties groups have asked judges, sometimes successfully, to apply a tough standard in these cases. In one, which started in 2001, a Canadian pharmaceutical company called Nymox demanded that Yahoo! hand over the names and other subscriber information regarding some „John Does” who'd been posting to the service's Nymox message board. There was no doubt that the messages were inflammatory, alleging corporate malfeasance, but the question was whether they rose to a level at which the company had a legitimate defamation case.

Ale grupy broniące praw obywatelskich często prosiły sędziów, czasami odnosząc sukces, o stosowanie ostrych kryteriów w tego typu sprawach. W jednej z nich, która rozpoczęła się w 2001 r. kanadyjska firma farmaceutyczna Nymox zażądała od Yahoo! przekazania nazwisk i innych informacji dot. użytkowników którzy pisali o firmie na forach internetowych Yahoo. Nie było wątpliwości że posty te miały prowokacyjny charakter, zawierały oskarżenia o złamania prawa przez firmę. Pytanie jednak brzmiały : czy to było wystarczjące by firma mogła wystąpić z pozwem o zniesławienie.

The Stanford Cyberlaw Clinic at Stanford Law School fought the subpoenas. In early 2003, the clinic won an important ruling from a federal judge in San Francisco. He wrote that Nymox, in order to win its motion, had to demonstrate, among other things, that the statements posted on the Yahoo! board were, in fact, "actionable"—in other words, Nymox needed to show that a judge wouldn't dismiss the case for lack of evidence should an actual defamation suit be filed. In addition, he wrote, Nymox had to show that the postings in question had actually damaged the company.

Klinika cyber-prawa na Uniwersytecie Stanforda uczestniczyła w tym procesie. Na początku 2003 r. klinika wygrała bardzo istotne orzeczenie : sędzia w San Francisco stwierdził, że jeśli ma przychylić się do wniosku firmy Nymox o udostępnienie danych osobowych, firma musi udowodnić - między innymi - że stwierdzenia zamieszczone na forach Yahoo! są „użyteczne”. Innymi słowy, Nymox musiał zademonstrować że sędzie nie oddaliłby sprawy z powodu braku dowodów jeśli doszłoby do wniesienia zarzutu zniesławienia przez konkretną osoba ukrywającą się pod pseudonimem w Internecie. Dodatkowo, stwierdził ów sędzie, Nymox powinien udowodnić że posty na forum rzeczywiście zaszkodziły firmie.

One statement was clearly defamatory, the judge said. But he noted that it was essential to consider the context of the message, not just its content:

Jedno ze stwierdzeń będących obiektem sporu było bez wątpienia oszczerstwem. Ale sędzia zauważył, że w tym przypadku kluczowe znaczenie ma nie tylko treść wypowiedzi ale także jej kontekst:

The statement was posted anonymously on an Internet message board. The tenor of all the submitted postings would lead the ordinary reader to regard their contents skeptically. Nymox has made no effort to trace any injury to the doorstep of this posting. Although Nymox said at the hearing, weakly and vaguely, that its stock fell after the postings were made, no investor would have relied on such manifestly unreliable information.

Stwierdzenie to zostało zamieszczone przez anonimowego użytkownika na forum internetowym. Ton wszystkich wypowiedzi będących przedmiotem sporu musiał spowodować u każdego zwykłego czytelnika podejrzenia co do ich treści. Nymox nie udowodnił szkody będącej rezultatem tych postów. Chociaż prawnicy firmy Nymox stwierdzili na przesłuchaniu - w zawoalowany i niejasny sposób - że ceny akcji spadły po tym jak wspomniane posty zostały zamieszczone, żaden inwestor nie polegałby na informacji o tak niskim stopniu wiarygodności.

He granted John Doe's motion to quash the subpoena, allowing Doe to remain anonymous. [271]

Sędzia przyznał anonimowym użytkownikom możliwość odrzucenia wniosku o ujawnienia ich danych osobowych i przez to umożliwił im pozostanie anonimowym[271].

I'm no fan of fishing expeditions. At the same time, the anti-Nymox poster in this case didn't rate anyone's sympathy on an ethical basis because the postings were crude at best. But preserving the value of anonymity, and robust speech, is vital. The judge, striking an appropriate balance, said there's no right to defame and damage others under a cloak of anonymity. The company just didn't make its case.

Nie jestem fanem ekspedycji rybackich. Ale jednocześnie autor postów na pewno nie zdobył niczyjej sympatii na płaszczyźnie etycznej, dlatego że jego wypowiedzi można w najlepszym razie ocenić jako prymitywne. Ważne jest jednak by chronić prawo do anonimowości i wartość żywych dyskusji. Sędzia miał rację zachowując równowagę i mówiąc że nie ma prawa do zniesławiania i szkodzenia pod płaszczyzną anonimowości. Firma po prostu nie uargumentowała swojej sprawy.

Poprzednia strona <--> Następna strona

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 3.0 License